Cisza

O ciszy w praktyce medytacyjnej i nie tylko. Dlaczego potrzebujemy jej tak bardzo…

Cisza. Kiedy ostatni raz doświadczałeś prawdziwej ciszy? Nie ciszy jako przerwy pomiędzy dźwiękami, ale ciszy jako stanu, wolnego od dźwięków z zewnątrz, wolnego od Twoich własnych dźwięków, dźwięków telefonu lub cudzych głosów. Cisza, o której piszę, nie jest jakimś abstrakcyjnym stanem pozbawionym całkowicie dźwięków lub stanem, w którym nie pojawiają się myśli.

Cisza to przestrzeń, w której możemy bardziej poczuć swoje ciało, zauważyć swoje emocje oraz dostrzec swoje myśli. Cisza to dzisiaj rzadki towar. Dźwięki otaczają nas z każdej strony. Możemy lgnąć do przyjemnych dźwięków (śpiew ptaka), czuć niechęć do dźwięków, które uznamy za nieprzyjemne (wycie psa, głośny klakson) lub uznać jakieś dźwięki za neutralne (szum ulicy, odkurzacz pietro wyżej). Dokładnie tak samo robimy z naszymi myślami, lgniemy do przyjemnych, chcemy oddalić te nieprzyjemne, a neutralne pojawiają się i znikają równie szybko jak się pojawiły.

Gdy ciszę przerywa nagły dźwięk – słychać go o wiele bardziej. Tak samo w momencie zatrzymania, gdy siedzisz i śledzisz swój oddech – myśli, wrażenia z ciała oraz emocje mogą prezentować się o wiele bardziej wyraźnie. By rozwijać swoją uważność potrzebujemy tej ciszy. Ciszy, która może się pojawiać w formalnej praktyce medytacyjnej lub podczas różnego rodzaju nieformalnych praktyk (jedzenie, prysznic, etc.) O wiele wyraźniej widać wtedy naszego autopilota, nasze wzorce myślowe oraz tendencje w umyśle. W tej ciszy można o wiele łatwiej zauważyć nasz wewnętrzny monolog. Łatwiej dostrzec “czuję ból w tym miejscu” , ”jest mi smutno”,  “nie potrafię przestać się martwić”. Bez takiej realizacji ciężko o akceptację, a jeszcze ciężej o jakąkolwiek pracę nad danym obszarem.

Kontakt z ciszą, która może pojawiać się podczas praktyki uważności, może pomagać w dostrzeżeniu jak bardzo przemijające są nasze myśli oraz rozwijać bardziej zrównoważone podejście do emocji. Dzisiejszy świat nie pomaga w kontakcie z samym sobą. Możesz być zajęty cały dzień robiąc dużo ważnych rzeczy, czasem nawet robiąc dużo ważnych rzeczy dla innych, ale wciąż nie być nawet przez chwilę w kontakcie z samym sobą. Nie ma w tym nic dziwnego. Czasem kontakt ze samym soba może być ciężki i konfrontujący. Można doznać realizacji, że jesteśmy zmęczeni, napięci lub nieusatysfakcjonowani z miejsca, w którym aktualnie jesteśmy. W tym sensie wiele z naszych codziennych aktywności może być niejako wypełniaczem przestrzeni, który oddala nas od kontaktu z samym sobą, czymś co z daleka brzmi jak dźwięk, ale gdy posłuchasz go bliżej jest zwykłym szumem.

Podczas praktyki Mindfulness wiele razy będziesz miał kontakt z ciszą. Pomyślałem właśnie, że to całkiem zabawne – kontaktujesz się z ciszą, żeby usłyszeć swój wewnętrzny głos. To wydarza się na bardziej głębokim i subtelnym poziomie. A co dzieje się w naszym mózgu, gdy kontaktujemy się z ciszą?

Dźwięk, szum i hałas

Współczesne życie otacza nas swoim hałasem. Ilość dźwięków, które dobiegają do naszych uszu, w żadnym okresie historycznym nie była tak wielka jak teraz. Znany językoznawca Aleksander Bruckner definiuje słowo hałas jako „dawniej nieznane, może do hała- dorobione”. A „ z hała- lub hara- okrzyk lekceważenia jak hała-drała, na hałaj-bałaj” . „Tak więc słowo dawniej nieznane dzisiaj nabrało wyraźnego znaczenia” – pisał Bruckner.  Trochę jaśniej brzmi to po angielsku. Angielskie słowo „noise” określające hałas pochodzi z łacińskiego nausia, który tłumaczy się jako „nudności” (mdłości).

Co robi Ci hałas?

Dźwięki w postaci elektrycznych sygnałów wędrują przez nasze uszy do naszego mózgu, nawet gdy śpimy i nawet wtedy mają potencjał aktywacji naszego wewnętrznego detektora niebezpieczeństw w postaci ciałka migdałowatego. Badania wpominają, iż bycie cały czas bombardowanymi dźwiękami nie tylko ogranicza nasze funkcje poznawacze, ale dodatkowo zwiększa poziom stresu. Dźwięk ten nie musi być ostry, nagły lub przejmujący. Wystarczy, że jest cały czas przy nas. Może to być dzwięk ruchliwej ulicy lub gwarnego biurowego “open space”. Może cichnie na chwilę, ale nigdy całkowicie.

Na sawannie wskazane było mieć dobry słuch i umiejętność odróżnienia dźwięku wydawanego przez drapieżnika od dźwieku roślinożercy. Ten sam mechanizm sprawia, że nasz mózg w podobny sposób może procesować dźwięki. Być może było to przydatne w paleolicie, ale dzisiaj niekoniecznie musi słuzyć na naszą korzyść.

Wszystkie głębokie rzeczy i emocje rzeczy poprzedzone są ciszą. Herman Melville

Co robi Ci cisza?

To co cenię w praktyce uważności, czy też szerzej to co cenię w medytacji, to to, że współczesna nauka potwierdza to co było już dobrze wiadome od ponad dwóch i pół tysiąca lat. Dzisiejsza nauka wspomina o

  • cisza wpływa na powstawanie nowych komórek na obszarze hipokampa – części mózgu odpowiedzialnej za  pamięć oraz co najważniejsze za przenoszenie informacji z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej. Jeśli mechanizm ten nie zachodzi w wystaczającym stopniu, o wiele łatwiej o autopilota
  • cisza sprzyja kreatywności oraz pomaga naładować akumulatory – im mniej bodźców dźwiękowych, tym szybciej  nasza kora średnia przedczołowa może odpocząć  i zajmować się tym co robi  najlepiej, czyli podejmować decyzje i rozwiązywać problemy.
  • codzienna dawka ciszy, pomaga w pracy z bezsennością, oraz innymi zaburzeniami snu.
  • nasz mózg  „na ciszy” zaczyna inaczej procesować informacje, dając nam przestrzeń do odpowiedzi na bodziec, gdzie odpowiedź przychodzi bardziej z naszego doświadczenia oraz osądu sytuacji, zamiast reagowania w sposób nawykowy.

Cisza – wewnętrzne odosobnienie

Kończę pisać ten artykuł na małym nieformalnym odosobnieniu w Beskidzie Niskim, na który pojechałem przed świętami. Cisza tutaj nie jest absolutna, słychać strumień za oknem, który wlewa się do pobliskiego stawu, szum drzew lub odległe samochody,  ale przede wszystkim słychać muchy.  Muchy, które obudzily się z zimowej hibernacji wraz z pierwszym rozpaleniem w kominku. Towarzyszą nam od pierwszego dnia i najpewniej będzie tak do końca.  Zapewne znasz ten dźwięk, rzadko kto określa go jako przyjemny. Zawsze będzie coś. Na odosobnieniu masz muchy, podczas skanowania ciała na kursie MBSR – ktoś zachrapie wyrywając Cię z koncentracji. 

Nie ma idealnej ciszy, tak jak nie ma idealnych warunków do praktyki. I nigdy nie będzie. Czasem to co potrzebujemy to odrobina zatrzymania i posłuchania swojego oddechu. W takiej ciszy może pojawić się pytanie: jak się mam, czego potrzebuję, jak mi jest. W ciągłym zgiełku i ruchu cieżko o takie pytania i jeszcze ciężej o odpowiedzi. Nie musimy nigdzie jechać, nigdzie podrożować, ani włączać do tego specjalnej aplikacji, wystarczy, że przez chwilę posłuchamy ciszy i siebie.

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInEmail this to someone

Dodaj komentarz

Wpisz wyszukiwaną frazę

Podobał Ci się artykuł?
Zapisz się do newslettera
mindfulness w pracyuwazna czynnosc