Tryb bycia i tryb działania

Wyjście z pracy jest trudne. Można wyjść z budynku, odbić kartę, zamknąć komputer, można wrócić do domu, przywitać się z bliską osobą, przytulić dzieci i dalej być w pracy. Mogą przenosić do niej myśli o rzeczach „co to powinny być zrobione”. Emocje mogą wciąż drżeć poruszone jak struna, nie tracąc nic ze swojego brzmienia, a kark, plecy, czy żołądek mogą wciąż nosić w sobie to samo napięcie, które pojawiło się w pracy. Ciężko wtedy być obecnym w kontakcie z bliską osobą. Tak właśnie może wyglądać pozostawanie w „trybie działania”.

Tryb działania

Nie ma nic złego w trybie działania. Potrzebujemy go do płacenia rachunków. Ja potrzebowałem tego trybu do napisania tego artykułu. Ty potrzebowałeś go do czytania. Być może twój tryb działania “zapłacił za urządzenie, na którym to czytasz”. Tryb działania nie ogranicza się oczywiście tylko do płacenia rachunków. Odpowiada za dużo więcej…

 

W trybie działania trudno o satysfakcję z tego co zrobiłeś/ zrobiłaś, bez satysfakcji trudno o zatrzymanie, bez zatrzymania, trudno zakończyć stare i rozpocząć nowe. Dzień świstaka. Nawet jak złapiesz króliczka, to zaraz okazuje się, że można było złapać lepszego, bardziej ciekawego, a w ogóle to inni wciąż łapią lepsze od Ciebie. Tryb działania ma swoje ulubione słowa. W trybie działania analizujesz, oceniasz, dążysz, rozwiązujesz, osiągasz, porównujesz, myślisz krytycznie. I znowu nie ma w tym nic złego. Ocenianie tego jako coś negatywnego to tak jak powiedzenie ewolucji – “dziękuję, rezygnuję z Ciebie”. Sam tryb działania nie jest niczym złym, problemem jest, gdy masz go prostu za dużo.

W trybie działania wszystko jest celowe i to on będzie w dużym stopniu dokładał się do Twojego braku zadowolenia. Tryb działania, gdy zaczyna odnosić się do doświadczenia zamiast do zadań, będzie ciągnął Twój nastrój w dół w paru prostych krokach.

  1. Na samym początku pojawi sie pomysł jakimi rzeczy powinny być.
  2. Później zacznie się porównywanie tego jak jest i tego jak chcesz, żeby było.
  3. Jeśli pojawi się różnica pomiędzy tym jak jest, a tym jak ma być, pojawią się myśli i konkretne pomysły jak to zmienić.
  4. Trzeba monitorować czy rozwój idzie w dobrym kierunku, jeśli nie idzie – trzeba dostosować swoje działania.
  5. Jeśli nasza początkowa idea jak mają wyglądać „rzeczy” spotka się z rzeczywistością – cykl może się zamknąć.

Być może takie podejście jest adekwatne, gdy doglądasz ekipy remontowej, ale może być całkiem destrukcyjne, jeśli zaczniesz używać go do zmiany partnera, wychowania dziecka lub po prostu do swojego własnego doświadczenia. Jeśli każde nie do końca mile widziane doświadczenie ma być projektem do poprawy, możesz skazywać siebie na drogę bez końca. Czasem żeby przejść dalej potrzeba akceptacji. Akceptacja wiążę się jednak z drugim trybem. 

Tryb bycia

 

Tryb bycia też ma swoje ulubione słowa: nieosądzanie, niepodążanie, akceptacja, odpuszczanie, współczucie dla siebie (self compassion) oraz świadomość.  W trybie bycia nie masz za dużo do osiągnięcia. Szczerze mówiąc – nie masz nic do osiągnięcia. Pisanie o trybie bycia to nie jest „bycie”. Bardziej oddaje to język poezji, sztuki, czy po prostu Twoje własne doświadczenie. Ten moment, gdy byłeś/ byłaś całkowicie w kontakcie ze swoim doświadczeniem. Być może był to jakiś zapierający dech w piersiach widok, być może seks z ukochanym partnerem, narodziny pierwszego dziecka. Możesz tu dać swój przykład. Nie musi to być też nic epickiego. Może to być zwykły moment, gdzie po prostu zatrzymałeś się i cieszyłeś się tym co dzieje się przed Twoim nosem. Statystycznie tych zwykłych momentów jest zwykle więcej niż tych wielkich. Bez umiejętności zauważania ich można trochę przepłynąć przez życie, gdzie jasnymi punktami są tylko te “wielkie i wiekopomne wydarzenia”. Tryb “bycia” jest nam też potrzebny czasem, aby się zatrzymać i tak zwyczajnie cieszyć się tym co się nam udało, tym co mamy lub tym co udało nam się uzyskać.

Jestem cały czas w trybie działania – co z tym zrobić ?

Jeżeli czytasz naszego bloga znane jest Ci pojęcia układu narracyjnego i układu doświadczeniowego. Układ narracyjny, anatomicznie powiązany z korą średnią przedczołową oraz hipkomapem, to niejako ustawienie startowe naszego mózgu. W pewnym bardzo dużym uproszczeniu to on odpowiada za narrację w naszej głowie, za tworzenie różnych scenariuszy, historii oraz tego co można lub powinno się zrobić. W układzie narracyjnym podróżujesz do przyszłości, wyciągasz wnioski z przeszłości, a bycie “tu i teraz” ma niski priorytet. W trybie działania to on właśnie jest głównym rozgrywającym. Antagonistycznym układem do układu narracyjnego jest układ doświadczeniowy, powiązany z takimi strukturami mózgu jak wyspa oraz przednia część zakrętu obręczy. To on (znowu w bardzo dużym uproszczeniu) zajmuje się odczuwaniem i przetwarzaniem bodźców z ciała oraz odpowiada za regulację emocji. Im masz więcej trybu bycia, tym bardziej jesteś w trybie doświadczeniowym.

W zależności od tego gdzie pracujesz, Twoje codzienne obowiązki mogą bazować na “trybie działania” oraz wspomnianym układzie narracyjnym. Jeśli cały czas aktywujesz ten obszar, to zupełnie naturalne, że będziesz mieć do niego lepszy dostęp. Dzięki temu “weekend” może stać się projektem weekend, wakacje stają się skomplikowanym projektem logistyczno administracyjnym, gdzie mała aberacja tworzy wielkie napięcie, psuje cały dzień lub nierzadko dużą część wakacji.

Tryb bycia możesz ćwiczyć praktykując uważność i jak dla mnie jest to najlepszy punkt startowy. Mogą być to praktyki formalne, które możesz poznać biorąc udział w kursie MBSR lub otwartych praktykach Mindfulness, mogą to być również praktyki nieformalne, gdzie starasz się być zaangażowany w jakąś aktywność w pełny sposób z całkowitą świadomością swojego ciała, myśli oraz emocji. Może to być zwykła codzienna czynność taka jak mycie zębów, wynoszenie śmieci, parzenie kawy, jedzenie.

Dzięki praktyce Mindfulness można też czasami dotknąć przyczyn naszej nadmiarowej zajętości. Bycie wiecznie zajętym, czy zapracowanym, tym co bardzo dobrze nazywa się po angielsku “crazy busy” może być czasami wspaniałym stanem, żeby nie czuć, czy nie zadawać sobie pytania co jest ważne. W świecie rządzonym przez kalendarz, może nie być miejsca na emocje, których nie lubisz. W takim sensie “zajętość” i bycie w stanie permanentnego działania może być swego rodzaju mechanizmem obronnym, który pojawił się w pewnym momencie, aby nie cierpieć i nie przeżywać niektórych emocji. Problem z tego typu mechanizmami jest taki, jak ze swetrem otrzymanym pod choinkę gdy byliśmy młodsi. W pewnym momencie „robił” on swoje ogrzewając nas i chroniąc przed zimnem. Gdy próbujemy go nosić będąc starszym , nagle może okazać się, że chroni tylko niektóre części ciała, a nam coraz mocniej marzną ręce czy plecy. Wtedy dobrze pomyśleć o dodatkowym ubraniu lub o zadbaniu o te części, którym jest zimno.

Bardzo często na kursach Mindfulness, gdy mówimy o tych dwóch trybach pojawia się pytanie, “no dobrze, a jeśli będę mniej działał i nagle to polubię – to co będzie z moją rodziną, mieszkaniem, kredytami, czy nie zostawię tego wszystkiego i nie pojadę w Bieszczady”. W mojej ocenie to problem “czysto wirtualny”. Nie znam zbyt wiele osób, które rzuciły wszystko i przeprowadziły się do ziemianki w Bieszczadach, znam za to dużo osób pracujących więcej niż może wytrzymać ich zdrowie. Tym czego potrzebujemy jest raczej świadomość i uważność jak oba tryby działają w naszej codzienności składając się na nasz dzień, tydzień, miesiąc, rok. Może pomóc to nam znaleźć nasz własny punkt równowagi między tymi trybami. Korzystając z okresu świątecznego, życzę tej równowagi Tobie oraz sobie samemu. 🙂

Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedInEmail this to someone

Dodaj komentarz

Wpisz wyszukiwaną frazę

Podobał Ci się artykuł?
Zapisz się do naszego newslettera.
Dostaniesz rabat na nasze kursy otwarte, dostęp do niepublikowanych materiałów, oraz automatyczną informacje o nowych postach.
kurs mbsr - promocja i ratylogo reakcji w depresji